Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Heart Attack - Focus

Napisane przez: Zaratustra , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2013-11-17
Pochodzący z Krakowa Heart Attack wprawdzie nie ma jeszcze bogatej dyskografii, ale z pewnością gra już w wadze ciężkiej a nie piórkowej: ponad dekada na karku, współpraca z kilkoma agencjami koncertowymi, udział w ponad 160 koncertach w całej Polsce w tym granie m.in. z Decapitated, Virgin Snatch, Frontside, Blindead... "Attacki" potrafią zrobić hałas, więc nie dziwota, że i robi się o nich coraz o nich głośniej.

Po debiutanckim „Polaris” zespół w połowie tego roku wydał nową płytę zatytułowaną "Focus". Materiał został nagrany w ciągu kilkunastu tygodni pod okiem Michała "Magic Mike’a" Pijochy w RedShift Studio, a miksem i masteringiem zajął się współodpowiedzialny za pierwszą płytę Kovy. Album zawiera dziewięć autorskich utworów, w jednym z nich gościnnie wystąpił Grzegorz "Grysik" Bryła z Virgin Snatch.

Hard’n’roll – że jak?

Heart Attack to zdecydowanie nie jest zespół z góry narzucający na siebie określony gatunek; sami żartobliwie określili się jako „grupa dźwiękowo-poetycka łącząca wytrwale wdzięk Johnny’ego Casha z nostalgią Pantery i lekką nutką dekadencji”. Ten poplątany trop do znalezienie klucza w ich twórczości chyba dobitnie świadczy o tym, że muzycy robią co mogą aby nie można było łatwo ich zaszufladkować. Ich nagrania starają się łączyć elementy hardcore’u, metalcore’u, thrash metalu, stoner’a, ktoś może tu widzieć wpływy rock’n’roll’a (oni widzą), jeszcze ktoś inny wyczuje tu fascynacje technicznym death metalem.

Miszmasz zrobił się więc spory, a sami muzycy ucięli w jednym z wywiadów swój styl jako „hard’n’roll”. To mówi już wiele o zawartości „Focus’a” – jednym taka różnorodność będzie imponować, innym – co bardziej radykalnym hardcore’owcom takie metalowe leczo nie zasmakuje w ogóle. Jest też trzecia grupa, do której się zaliczam: łączenie gatunków, komplikowanie i „łamanie’ utworów jest jak najbardziej w cenie, dlatego, że nawet jeśli nie wszystkie kawałki z tej układanki będą się podobać, zawsze znajdzie się coś, co podobać się będzie. I choć właśnie takie odczucie towarzyszyło mi w trakcie zapoznawania się z zawartością płyty „Focus”, to pytanie brzmiało...

...Jest zawał serca?

Zawału serca nie ma, ale jest coś, co moje serce zdobyło. Pierwsze skojarzenie jakie miałem po przesłuchaniu płyty to „Kobong” – niesprawiedliwie zapomniany zespół, który nie tylko bawił się „całkami i pochodnymi” w metalowych kawałkach zanim zrobiło się to modne za sprawą Meshuggah, to jeszcze stosował się do pewnej znanej sentencji Mikołaja Reja... Attacki bez kompleksów stosują naturalnie wyśpiewywaną i wywrzaskiwaną polszczyznę, i nie brzmi to w żadnym wypadku sztucznie. No właśnie – wyśpiewywaną. Największą zmianą w stosunku do debiutanckiego „Polarisu” jest wymiana wokalisty – na miejsce growlującego Grizzli’ego wszedł Mateusz 'Drzewo' Chmielnicki który wokalnie potrafi znacznie więcej od poprzednika, co pokazuje choćby stonerowa „Przepowiednia półcienia” albo otwierająca płytę „Ciemna strona”.

Zmiany wokaliz idą w parze ze zmianami w dynamice każdego utworu: różnorodność na „Focusie” widać szczególnie w „Jestem wszystkim” czy zamykającym „W mojej głowie” gdzie core’owe spowolnienia przerywane są trashowymi uderzeniami. Muzycy Heart Attack nie przesadzają jednak, ich muzyka nie jest komplikowana na siłę: utwory są spójne i proste, sprawiając przy tym wrażenie przemyślanej i logicznej całości. „Focus” to nie jest riffowy Frankenstein z odrzuconych sesji, ani melodyczna przekombinowana grzywka Krzysztofa Ibisza, przeciwnie, pierwszą minutę „Tu i teraz” chętnie podebrał by Max Cavalera, a zagrywkami z „Czasu nowego życia” nie pogardziliby muzycy Machine Head.

Wynik kardiologa

„Heart Attack” to z pewnością nie jest zlepek przypadkowych dźwiękołamaczy. Muzyka jest uczciwa, ale pozostawia pewien niedosyt. Niezbyt spodobało mi się brzmienie tej płyty: zabrakło kropki nad i w gitarowym brzmieniu, które według mnie powinno być cięższe, a nowy wokalista chociaż wybija się ponad średnią, znacznie lepiej brzmi przy korzystaniu z fałd przedsionkowych niż gardła. Jestem przekonany, że te utwory znacznie lepiej brzmią na koncertach, a znając zapał muzyków do grania dla żywej publiczności płyta „Focus” z pewnością zwiastuje wzrost popularności zespołu w przyszłych latach. Obserwując temperament i umiejętności zespołu, na trzecią płytę można czekać z wypiekami na twarzy: wtedy może już być potrzebny kardiolog.

Inne teksty tego autora: