Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Stephen King - Joyland

Napisane przez: The Patient , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2013-08-15
W jednym ze swoich nielicznych wywiadów mistrz grozy wyznał, że pracuje nad książką o mordercy w lunaparku. Dwa dni później okazało się że.. właśnie skończył pisać „Joyland”. Nowa książka mistrza to pozycja która narobiła wiele zamieszania wśród jego wiernych fanów, słychać od nich skrajne opinie na jej temat: od uwielbień aż po druzgocącą krytykę. Napisana dla wytwórni Hard Case Crime, specjalizującej się wydawaniu kryminałów, szczęśliwie dla nas również szybko trafiła na półki sklepowe w naszym kraju. Czekałem na nią tym z tym większym zniecierpliwieniem, ponieważ ciągną się za mną znakomite wspomnienia po świeżo przeczytanych 5 tomach „Mrocznej wieży”.

King stwierdził kiedyś, że nie potrafi pisać książek o miłości. Jestem odmiennego zdania: wprawdzie mistrzem pisania o miłości ze szczęśliwym zakończeniem na pewno nie jest, lecz jeśli chodzi o smutne zwieńczenia to zawsze potrafił chwycić za serce. Dowodem na to jest właśnie „Joyland”, czy choćby poprzednie dzieło mistrza, „Dallas '63”. W „Joyland” mamy opowiedzianą w pierwszej osobie historię 21 letniego chłopca, który przeżywa właśnie zakończenie swojej pierwszej poważnej miłości. King w tej krótkiej powieści poświęcił jej dużo miejsca, starając się pokazać jak wygląda zakończenie pewnego etapu w życiu młodego człowieka. Pisarz bardzo dobrze wiedział w którym momencie opisywać poszczególne emocje bohatera, kiedy jest łatwiej złapać czytelnika za serce, aby mógł uronić kilka kropel łez. Mnie osobiście bardzo ucieszył fakt osadzenia tych rozterek w latach 70-tych, do tego odniosę się zresztą jeszcze później. Mistrz ostatnio lubuje się na graniu na emocjach swojego czytelnika, w tej krótkiej książce wychodzi mu to nad wyraz dobrze.

Nasz bohater postanawia wakacje spędzić pracując w lunaparku, ciężko pracując i starając się zapomnieć o utraconej miłości. Tam dowiaduje się o popełnionym morderstwie i duchu, którego można spotkać. Ten wątek książki jest wyjątkowo słaby, a kwestia rozwiązania zagadki zabójstwa zbyt prosta, Kinga stać na zdecydowanie lepsze pomysły. Skoro pisarz nieco na siłę wepchnął wątek morderstwa do swojego dzieła, to mógł przynajmniej bardziej ten motyw rozbudować.

Postać chorego dziecka i jego matki jest mocnym punktem w książce do czasu kiedy dowiadujemy się iż dzieciak widzi duchy: cały początkowy klimat momentalnie gdzieś przepada. Wątki nadprzyrodzone zbyt mocno gryzą się z początkowym wrażeniem jakie wywarło na mnie to opowiadanie.

Pora teraz coś napisać o mocnych punktach tej książki (czyli generalnie z wszystkim co nie ma związku z morderstwem otaz nadprzyrodzonymi mocami). Dużym plusem jest miejsce akcji czyli nadmorskie miasteczko. Uwielbiam takie miejsca, a w książce mamy je ukazane zarówno w sezonie wakacyjnym jak i po sezonie, kiedy całe życie w mieście wymiera. Kingowi udało się opisać lunapark w taki sposób, że ma się wrażenie własnego pobytu w tym miejscu: w pewnym momencie miałem wrażenie, że w ręku mam watę cukrową wpatrując się w tętniący życiem plac zabaw.

Choć King słynie głównie jako mistrz grozy, to osobiście cenie go głównie za umiejętność opisywania świata w swoich powieściach. W „Joyland” mamy liczne elementy które budują sielankowy nastrój: poranne i wieczorne spacery czy spotkania z przyjaciółmi na plaży. Jak wspomniałem wcześniej, King lubuje się w pisaniu książek których akcja toczy się w latach 60 i 70-tych. Tak jak w „Dallas '63” próba odświeżenia zaginionej już bezpowrotnie rzeczywistości robi największe wrażenie.

Mimo wad, uważam że ta książka jest warta uwagi. King serwuje w niej to za co w ostatnim czasie najbardziej chwalą go wierni fani, a utarty schemat znany z poprzedniej powieści i niepowtarzalny klimat nadmorskiego kurortu naprawdę robi wrażenie. Szkoda iż książka jest tak krótka, ma się wrażenie zbyt uproszczonego dzieła, jakby Kingowi brakowało czasu na rozwinięcie historii bohatera.

Zaznajomienie się z „Joyland” polecam właśnie teraz, w okres upalnego lata, a jeśli wybieracie się na leniwe spędzanie czasu nad morzem, to ta książka idealnie się w ten wypoczynek wkomponuje. „Joyland” jest dobrym czytadłem, które nie męczy, zostaje w pamięci i którą można polecić z czystym sumieniem każdemu: czas spędzony z tą pozycją nie będzie należał do straconego.

Inne teksty tego autora: