Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Między rzeczywistością a fantastyką – w świecie Raya Harryhausena

Napisane przez: Borówka , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2013-06-22
Przypomnijcie sobie szkolne zabawy, zabijające nudę ciągnących się jak flaki z olejem lekcji. Jedną z kreatywniejszych form spędzania dłużącego się czasu było stworzenie „ruchomej historyjki”. Na kolejnych kartkach, najlepiej w narożnikach zeszytu lub jakiegoś notesu rysowało się postać, na każdej następnej kartce – nieco zmienioną, przesuniętą względem poprzedniego rysunku. Kiedy już powstała dość spora grupa rysunków – to po szybkim ich przekartkowaniu można było zobaczyć jak ostatecznie jedna postać zaczyna się poruszać.

Ale geniusze ze szkolnych ławek nie byli pierwszymi, którzy wprawiali w ruch dwuwymiarowe postaci. Już w drugiej połowie XIX Eadweard Muybridge, podobno pomagając wygrać komuś pewien zakład, najpierw zatrzymał w ruchu koński galop, by następnie stworzyć zoopraksiskop – urządzenie w którym za pomocą wirującego dysku można było oglądać kolejne zdjęcia, tak, że uzyskiwało się wrażenie ruchu fotografowanej postaci lub zwierzęcia. Ale nie o tym teraz i nie w tym miejscu.

Istotą tego artykułu ma być animacja poklatkowa, która w ruch wprowadza postaci trójwymiarowe i jej mistrz Ray Harryhausen. Urodził się 29 czerwca 1920 roku. Trzeba przyznać, że to dość dawno temu. Jednak wpływ, jaki wywarł na kino obserwować można po dziś dzień. Być może niewielu, przynajmniej tutaj, w Polsce, kojarzy jego nazwisko. Nawet ciężko jest skojarzyć wszystkie filmy, w których „brały udział” postaci wykreowane przez Harryhausena, nie mówiąc już o przywołaniu pełnej fabuły tych produkcji.

Ale za to większość z nas, skojarzy takie postaci filmowe jak Meduzę ze „Zmierzchu Tytanów” [1981], czy Cyklopa z filmu „7 podróż Sinbada” [1958]. Pegaz, dinozaury, potwory z głębin i mityczne stwory – wszystkie Harryhausen powołał do życia na długo, zanim zaczęto wykorzystywać techniki komputerowe. Ray Harryhausen od dziecka zafascynowany był kinem, światem teatru i iluzji. Podaje się, że przełomem w jego historii, było obejrzenie filmu King Kong [1933]. To wtedy zafascynował się fantastycznymi postaciami, jakie występują w filmach. Ta fascynacja wzrastała z każdym dniem, i aż do 7 maja 2013 roku, kiedy zmarł, emanowała z jego postaci.

Nie jest moim celem wymieniać po kolei filmy i bohaterów jakich stworzył. To, na co chcę zwrócić uwagę – wiąże się z działaniami jakie prowadził, a właściwie, troszkę egoistycznie – jakie wrażenie na mnie wywarł.

Żeby krótko wyjaśnić, na czym polega animacja poklatkowa – wystarczy nawiązać do tego o czym wspomniane było na początku artykułu. Sekwencja rysunków, z jednym motywem przewodnim, których przeglądanie w szybkim tempie, wywołuje wrażenie ruchu. Tym razem jednak nie chodzi o rysowanie (choć szkice oczywiście poprzedzały pracę nad projektami trójwymiarowymi), ale o poruszenie trójwymiarowymi figurkami.

Aby ukazać ruch postaci, należy sfotografować wszystkie kolejne etapy – jakie powinno wykonać jej ciało – od momentu rozpoczęcia wykonywania ruchu, aż do zakończenia. Czyli, gdyby chcieć wykonać w technice animacji poklatkowej ruch ręki od myszki komputerowej, do szklanki z wodą, trzeba by sfotografować po kolei jak ręka się podnosi, wędruje w powietrzu aż do szklanki. Następnie trzeba utrwalić proces zamykania się dłoni na obwodzie szklanki i ostatecznie jej zaciśnięcie. Już samo to zdanie jest strasznie długie, a proszę sobie wyobrazić, jak to wygląda z fotografowaniem.

Chociaż można postawić argument, że fotografowanie kolejnych póz jednej figury nie może być trudne, wymaga jedynie cierpliwości – przesuwać w bok, w górę kolejne członki i jednocześnie co jakiś czas je fotografować. No z tym, rzeczywiście nie ma większych problemów. Ale jeśli zwrócimy uwagę, że gdy podnosimy rękę, przechyla się nasze ciało, odchyla się głowa, a gdy zwierzę biegnie, dla utrzymania równowagi porusza ogromnym ogonem, a by upatrzyć ofiarę musi poruszać głową – gdy ustali się wszystkie anatomiczne powiązania między poszczególnymi partiami ciała, w różnych sekwencjach ruchu – wtedy wyjdzie całkiem sporo szczegółów, których nie wolno ominąć. I nie omija ich Harryhausen – studiując anatomię, chodząc do zoo i obserwując pierwowzory postaci, niczym naukowiec powołuje do życia kolejne mityczne i fantastyczne stworzenia.

W jednym z wywiadów Harryhausen powiedział, że jeśli fantastykę uczyni się zbyt realną, to wtedy traci ona swoją jakość. Zbyt idealna, zbyt prawdziwa przestaje przerażać i poruszać. Obserwator twórczości Harryhausena, szczególnie ówczesny obserwator, na pewno nie powie, że jego projekty są zbyt realistyczne, albo że patrząc na nie, nie spostrzega się granicy, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna fantastyka. Wręcz przeciwnie. Z każdym topornym, ciężkim, nienaturalnym ruchem, kreatury stworzone przez Harryhausena wdzierają się w rzeczywistość zamieszkiwaną przez człowieka. I ewidentnie mają trudności z uzyskaniem całkowitej płynności i swobody. Jakby nawet powietrze stawiało im opór, dając do zrozumienia, że przynależą jednak do innego świata. Teraz kwestia wyobraźni – do jakiego świata. Dla części osób, może wydawać się, że jest to po prostu świat prymitywnej techniki, nie do końca dopracowanych rozwiązań z wprowadzaniem efektów specjalnych. Do mnie to jednak przemawia inaczej – to tak jak w snach – nie wszystko do końca jest logiczne, nie wszystko ma realnie wytłumaczalne podstawy, postaci czasem poruszają się jakby w zwolnionym tempie, czasem niezdarnie, ale jednak wszystko ostatecznie układa się w spójną całość – czasem przerażającą, czasem lekko przekoloryzowaną, ale zawsze fascynującą.

Jest jeszcze jedna rzecz, na którą chciałam zwrócić uwagę, analizując prace mistrza. Każda z figurek była własnoręcznie wykonana przez Harryhausena. Dzisiaj, do stworzenia animowanych postaci wykorzystuje się programy komputerowe, które nadają np. futrzanym stworkom połysk na sierści, sprawiają, że porusza się ona w rytm ich chodu, czy faluje pod wpływem wiatru. W dziełach Harryhausena o wszystkie te elementy musiał zadbać człowiek. Ale efekty są podobne, a może nawet jeszcze lepsze niż w przypadku komputerowych projektów - tors Meduzy pokryty zrogowaceniami, obślizgłe węże które pokrywają jej głowę zamiast włosów, olbrzymie przyssawki ośmiornicy z filmu „It came from beneath the sea” [1955] itp. Realność tych szczegółów jest kolejnym powodem, dla którego fantastyka Harryhausena jest tak przekonywująca.

Z jednej strony nie do końca rzeczywiste, z drugiej nie „w pełni” fantastyczne postaci oscylują na granicy dwóch światów, gdzie powstaje specyficzny świat Harryhausena. Nie do końca zdefiniowany sprawia, że chce się go oglądać wciąż więcej i więcej.

Zachwycające jest też, a może przede wszystkim z jakim podejściem działał Harryhausen, na jego przykładzie można zaobserwować jak pasja staje się życiem, życie staje się pasją i jak wiele radości daje światu. Dla mnie to jeden z największych autorytetów i źródło inspiracji. Natomiast jeśli moje słowa nie wystarczyły aby wzbudzić zainteresowanie postacią Harryjausena, to wystarczy posłuchać z jakim szacunkiem i zachwytem wypowiadają się o nim wielcy twórcy naszych czasów – Tim Burton, Peter Jackson, Steven Spielberg czy George Lucas.

Inne teksty tego autora: