Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Erich von Däniken – wizjoner czy hochsztapler?

Napisane przez: Halszka , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2013-06-06
Erich von Däniken to nazwisko wzbudzające tyleż emocji pozytywnych co negatywnych; przez jednych uznawany za wizjonera, potrafiącego dostrzec to, na co pozostali pozostają ślepi, przez innych za cynicznego oszusta zwodzącego ludzi pseudonaukowymi teoriami.

Gdyby potraktować jego prace jako dzieła z kręgu sci-fi można by uznać go za autora obdarzonego wyjątkową wyobraźnią i darem opowiadania. Nie każdy przecież ma na koncie ponad 65 milionów sprzedanych książek przetłumaczonych na 32 języki (wg danych z oficjalnej strony http://www.daniken.com). Do tego niewątpliwie potrzeba talentu, umiejętności wciągania czytelnika w zbudowany przez siebie świat. A jednak Däniken nadaje swoim pracom otoczkę dzieł naukowych, polemizując z opracowaniami akademickimi.

Bogowie z kosmosu i pozaziemskie technologie

Erich von Däniken działalność publikatorską rozpoczął w 1968 roku i od tego czasu ukazało się ponad 50 jego książek. Propaguje w nich teorie związane z dziedziną określaną jako paleoastronautyka, której głównym założeniem jest, że Ziemia w odległej przeszłości odwiedzana była przez przedstawicieli pozaziemskiej cywilizacji. Mieli oni przekazać ludzkości rozległą wiedzę, między innymi inżynieryjną i astronomiczną, potrzebną do konstrukcji wielkich budowli. Śladami tych wizyt mają być także spotykane na całym świecie rysunki naskalne i płaskorzeźby przedstawiające postacie w nietypowych nakryciach głowy i pojazdach, a także opisy bóstw, proroków i niewyjaśnionych wydarzeń w księgach, takich jak Stary Testament czy Mahabharata, które w rzeczywistości odnosić się mają do postaci owych przybyszów. Däniken posuwa się nawet dalej twierdząc, że samo pochodzenie człowieka na Ziemi może być efektem zabiegów inżynierii genetycznej przeprowadzonych przez przedstawicieli cywilizacji pozaziemskich.

Trudno w kilku zdaniach streścić wszystkie wysuwane przez Dänikena w ciągu 45 lat działalności hipotezy. Zresztą moim celem nie jest szczegółowa ich krytyka; tym zajęło się już wiele osób, zarówno w opracowaniach naukowych, jak i popularnonaukowych. Pragnę skupić się raczej na fenomenie tak postaci, jak i poglądów Dänikena.

Jak sam podkreśla, pierwsza z jego książek Chariots of the Gods?, która stała się bestsellerem w 40 krajach, powstała gdy pracował jako dyrektor hotelu. Brak akademickiego wykształcenia przez jego miłośników jest podnoszony jako zaleta - jego umysł nie został wypaczony przez uczenie się zastanej wiedzy, dzięki czemu może z pełną otwartością podchodzić do dostępnych źródeł. Co bowiem istotne Däniken dla poparcia swoich teorii nie znajduje nowych dowodów, ale interpretuje materiały od lat powszechnie znane w zupełnie inny sposób. Z drugiej strony właśnie ów brak naukowego przygotowania do wypowiadaniu się na temat zagadnień z zakresu co najmniej kilku dziedzin nauki jest jednym z ważniejszych argumentów jego przeciwników odbierających mu wiarygodność.

Jednocześnie trudno nie zauważyć, że u podstaw poglądów Dänikena leży nieskrywany europocentryzm, stawiający współczesną zachodnią cywilizację wysoko ponad tymi żyjącymi w przeszłości i zaprzeczający możliwości posiadania przez nie w jakiejkolwiek dziedzinie wiedzy, która mogłaby przewyższać obecną. Jego wnioskowanie oparte jest na logice, którą porównać można do XIX-wiecznej, a więc obserwacji, opisie i porównaniach. Niczym poszukujący analogii kulturowych pierwsi etnografowie i archeolodzy, Däniken studiuje i zestawia ze sobą budowle oraz rysunki naskalne z różnych stron świata i dochodzi do następującego wniosku. Niemożliwe jest, aby społeczności tak „prymitywne” jak starożytni Egipcjanie czy Aztekowie zbudowali piramidy przy użyciu wyłącznie znanych im technologii, a Majowie obrabiali skały wulkaniczne bez użycia metalowych narzędzi, a więc musieli uzyskać pomoc cywilizacji bardziej rozwiniętych - pochodzących z poza Ziemi.

Nasuwa to skojarzenie z rasistowską teorią dotyczącą genezy Wielkiego Zimbabwe, gdzie nie mając ku temu żadnych podstaw, a wręcz przecząc dowodom dostarczanym przez badania archeologiczne uparcie twierdzono, że ludność autochtoniczna była niezdolna do postawienia tak zaawansowanych budowli i zapewne był za to odpowiedzialny jakiś semicki lud, który z nieznanych przyczyn emigrował na te tereny z północy Afryki i pozostawił po sobie tylko i wyłącznie kamienne budynki.

Z kolei liczne rysunki naskalne w różnych rejonach świata ukazujące postacie w spiczastych nakryciach głowy i siedzące w czymś na kształt pojazdów, mają przedstawiać istoty pozaziemskie w hełmach i rakietach. Wszystko to jest kwestią interpretacji, trudno jednak nie zauważyć, że różne osoby, nawet te wychowujące się tym samym kręgu kulturowym, będą odbierać te same obrazy w skrajnie odmienny sposób. Däniken zwraca również uwagę, że podobieństwo tych rysunków w odległych zakątkach świata nie może być przypadkowe, a przedstawienia bóstw w rzeczywistości ukazują kosmicznych przybyszy, którzy przez ówczesnych tak właśnie był traktowani. Takie spojrzenie wyraźnie zaprzecza jednej z ważniejszych w antropologii teorii konwergentnego rozwoju społeczeństw.

W końcu Däniken postanowił dotknąć problemu wciąż nie do końca rozwiązanego (no właśnie, oto i pole do popisu!) przez jedne z najtęższych umysłów naszych czasów - genetyków, a mianowicie genetycznej ewolucji człowieka. Wszystkie nieścisłości czy też luki w naszej wiedzy interpretowane są przez niego jako dowód na ingerencję w ludzki genom z zewnątrz, a dokładnie przez przybyszów z innej planety.

Lektura Dänikena przynosi smutną konkluzję, że bardzo wielu współczesnych naukowców głosi błędne teorie: archeolodzy (im dostaje się chyba najbardziej), etnolodzy, inżynierowie, matematycy, astronomowie, genetycy… Czy naprawdę wszyscy oni się mylą, są ignorantami, a wiedza ludzkości rozwijana przez dziesięciolecia powinna zostać wyrzucona na śmietnik dzięki przełomowi dokonanemu przez jednego tylko człowieka?

Niesłabnący fenomen

Nawet jeżeli byłaby to prawda przełomu tego dokonałby człowiek nie byle jaki. Dumny i pewny siebie niczym wielki odkrywca-podróżnik, butny, a nade wszystko odporny na krytykę i, co przysparza mu popularności i sympatii, potrafiący głośno przyznać się do pomyłki i wycofać ze wcześniejszych poglądów (zwykle w sposób oczywisty skompromitowanych przez naukowców lub jego własne nowe odkrycia).

Czegokolwiek by bowiem Dänikenowi nie zarzucać jego książki są jednymi z najpopularniejszych prac traktujących, przynajmniej w założeniu autora, o nauce, zaś sławą autora bestsellerów poszczycić się może stosunkowo niewielu badaczy. Przykładem jest Stephen Hawking, człowiek, który jednak obok wkładu w popularyzację nauki pochwalić się może realnymi osiągnięciami na jej polu, i któremu udało się zainteresować szerokie rzesze ludzi dziedziną pozornie tak nieprzystępną jak astrofizyka.

Ich trwająca od lat popularność wskazuje na zachodzące w społeczeństwie przemiany, a mianowicie rosnące zainteresowanie dostępem do specjalistycznej wiedzy przekazanej w sposób interesujący i zrozumiały nawet dla laika. Na tym w dużej mierze opiera się fenomen Dänikena. Jego teorie są nie tylko łatwiejsze do zrozumienia i podane w przystępniejszy sposób, ale również częstokroć zwyczajnie ciekawsze, bardziej sensacyjne (a co sprzedaje się lepiej niż sensacja?) niż odpychające wyliczeniami i wzorami naukowe wyjaśnienia. Co więcej sięga on po rozwiązania poniekąd najprostsze – skoro w przeszłości miało miejsce coś czego współcześni nie potrafią wyjaśnić, albo powstała budowla, której sposobu wzniesienia nie umieją odtworzyć, to zapewne kryje się za tym jakaś wielka tajemnica, jakaś zewnętrzna ingerencja cywilizacji rozwiniętej bardziej niż ta, w której obecnie żyjemy. Proste, prawda? Proste.

Poniekąd umacnia to obraz prymitywizmu minionych cywilizacji, każe wierzyć, że obecnie ludzkość znajduje się na najwyższym etapie rozwoju wszystkich dziedzin, a czyni niewyobrażalnym zaakceptowanie możliwości istnienia w przeszłości wiedzy bezpowrotnie utraconej na przestrzeni dziejów skutkiem zawirowań historii.

Jednocześnie czytając toczące się na forach internetowych burzliwe dyskusje na temat teorii Dänikena trudno oprzeć się wrażeniu, że są one bardziej emocjonalne niż merytoryczne. I chociaż prawdziwych wyznawców jego poglądów jest niewielu (przypuszczalnie trochę ze strachu przed publicznym wykpieniem), to już liczne są osoby uznające je za intrygujące, warte rozważenia i przekonane, że z historią ludzkości nauczaną w szkołach jest „coś nie tak”. I w ten sposób człowiek często o podstawowej szkolnej wiedzy popartej filmami dokumentalnymi (przoduje powoływanie się na Discovery) z pełnym przekonaniem wypowiada się na tematy związane z inżynierią, genetyką i architekturą. Kwestia wolności słowa jest bezsporną, a jednak jasnym jest, że bez znajomości choćby podstawowych reguł o błędne interpretacje nietrudno i wie o tym każdy, kto stopniowo od poziomu laika doszedł do wiedzy bardziej specjalistycznej w jakiejkolwiek dziedzinie, nie tylko naukowej. Przeciwko nim stają z kolei zacietrzewieni przeciwnicy poglądów Dänikena, wśród których wielu jest takich, których głównym argumentem jest zwyczajna niewiara w istnienie życia pozaziemskiego, wyrażana z odpowiednią kpiną dla sądzących inaczej. Obok nich oczywiście znajdują się i tacy próbujący podjąć dyskusję opartą na logicznej argumentacji i dowodach naukowych, zwykle jednak szybko tracą cierpliwość w zalewie obustronnej ignorancji.

A jednak to właśnie dzięki Erichowi von Dänikenowi takie dyskusje w ogóle mają miejsce, a szerokie rzesze ludzi w różnym wieku, o różnym wykształceniu, statusie etc. zainteresowały się niełatwą często tematyką, usłyszały o odległych miejscach, a także problemach współczesnej nauki. Dla popularyzacji samej archeologii, abstrahując od tego w jakiej postaci, zrobił on zapewne nie mniej niż filmy z Indiana Jonesem.

Kij w mrowisko

Erich von Däniken od lat gra na nosie naukowcom i ich utartym teoriom, pokazując jednocześnie, że nawet pozornie pozbawione sensu hipotezy mogą się sprzedać lepiej niż te poparte wynikami badań i żelazną logiką. Szerzy swoje poglądy bez żadnych kompleksów, poruszając zastane środowisko akademickie i zmuszając naukowców do wyjścia z gabinetów naprzeciw ludziom, ich potrzebie poszerzania wiedzy i ciekawości.

Obecnie wiedza naukowa nie jest już przeznaczona tylko dla wybranych. Społeczeństwo jest coraz bardziej świadome tego, że pośrednio to ono finansuje badania i oczekuje efektów, odpowiedzi na pytania, zaprezentowanych w możliwie przystępnej formie. To daje im Däniken, który traktuje czytelników poważnie, jak równych sobie, zwraca się bezpośrednio do nich zachęcając do uczestnictwa w jego świecie, do bycia cząstka jego badań (między innymi poprzez własną organizację badawczą - Archaeology, Astronautics & SETI Research Association). Oczywiście może i nie ma miejsca dla widzów w specjalistycznym laboratorium, a nauka to nie teatr, jednocześnie jednak należy wziąć pod uwagę szybko rosnące zainteresowanie społeczeństwa szeroko pojmowaną nauką. Dowodem są, choćby w Polsce, odbywające się regularnie uniwersyteckie dni nauki oraz popularność centrów nauki, pozwalających na aktywny z nią kontakt. Wspólną odpowiedzialnością naukowców powinno być dbanie o to, aby serc i umysłów ludzkich nie zdobywali ci, którzy potrafią opowiadać ciekawie, ale bez sensu.

Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że wyznawców różnych teorii zdających się przeczyć logice i faktom naukowym nigdy nie brakowało i zapewne to się nie zmieni; jest to swoisty element barwności i pluralizmu świata.

Zmierzch proroków?

Niejednokrotnie w historii zdarzało się, że pozornie szalone pomysły okazywały się być realne, jak choćby historie z książek Verna czy projekty da Vinciego. Wciąż wiele jest jednak zagadnień wobec których ludzki umysł pozostaje bezradny i musi przyznać, że uniwersalnej prawdy nie ma, a to, co nazywamy wiedzą jest wyłącznie kwestią interpretacji - lepszych i gorszych, mniej i bardziej trafionych, z których większość zostanie zweryfikowana dopiero przez czas.

Jednocześnie dokonywana przez Dänikena sprzedaż poglądów przeczących wszelkim znanym nauce faktom jako naukę zdaje się być przekroczeniem pewnych granic, naruszeniem społecznego zaufania, łamaniem zasad. Można mieć tylko nadzieję, że odbywa się to z rzeczywistego przekonania o prawdziwości głoszonych teorii, a jednak nie można wykluczyć, że ma powody głównie finansowe i jest po prostu przejawem cynizmu wysokiego kalibru. Jakkolwiek bowiem we współczesnym świecie jest miejsce dla każdej teorii, która nikogo nie obraża i nie krzywdzi, to jednak dyskutować można nad moralnością zarabiania milionów na czymś co wydaje się być pięknie opakowanym i podanym, zgrabnie napisanym, ale jednak oszustwem na ogromna skalę.

Jednak tam, gdzie wiedza naukowa nie nadąża za wyobraźnią i społecznym na nią zapotrzebowaniem zawsze znajdzie się miejsce dla osób takich jak Erich von Däniken, które na trudne pytania potrafią odpowiadać w prosty sposób. Można go nazwać swego rodzaju prorokiem naszych czasów, który w panującym pluralizmie wierzeń i przekonań znalazł swoich wyznawców. Przypuszczalnie wraz z rozwojem nauki „prorocy” jak on odejdą w zapomnienie, podobnie jak wcześniej obwoźni szarlatani sprzedający magiczne specyfiki będące lekiem na wszystko. Taką przyszłość wróżę Dänikenowi i jego poglądom, które, jak sądzę nie przeżyją samego autora, uprzednio jednak pomogły mu wzbić się na wyżyny sławy i bogactwa.

Inne teksty tego autora: