Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Tata Kazika

Napisane przez: Radigy , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2013-05-31
Właściwie nie powinno się robić takich nagrań, nie tylko, że moje piosenki obrażają muzykę i poezję, zresztą, nic nie szkodzi, bo przecież po to są pisane. Ale też i to, co się dostaje w takich warunkach technicznych, to jest obraza sonaryzacji wszelkiej oraz hi-fów przenajświętszych, amen.

Panie i Panowie, chłopcy i dziewczęta, przed wami Stanisław Staszewski, poeta zapomniany, który sam zaprzeczał, że wielkim poetą był. Nazwisko znane i lubiane wszak syna Stanisława - Pana Kazimierza Staszewskiego wszyscy znają ze sceny artystycznej. Kazik w ciągu swojego życia zmieniał podejście do twórczości swojego Papy, z początku nie akceptował w ogóle jego twórczości, która - jak wino - wraz z wiekiem stawała się dla niego coraz atrakcyjniejsza. Koniec końców syn tworzy swoisty remiks utworów ojca swego, wydaje jednocześnie - i wierze w to mocno - opus magnum, najlepszy i najpełniejszy album w swojej karierze: „TATA KAZIKA”. Cofnijmy się więc trochę w czasie. Rozsiądźcie się wygodnie i zapnijcie pasy bo może trochę trząść. 1 9 2 5 . . .

Szybki rys historyczny. W roku 1925 w Pabianicach na świat przychodzi Stanisław Staszewski. Z wykształcenia Architekt. Pracował w wyuczonym zawodzie. Żył w czasach drugiej wojny światowej, uczestniczył w Powstaniu Warszawskim przez co po jego zakończeniu wizja śmierci przez rozstrzelanie zawisła nad jego głową. Przed śmiercią ratuje go zaciągnięcie się do Wermachtu z którego później dezerteruje. W efekcie zostaje zesłany do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Z obozu cudem zostaje uratowany przez kapo z Pabianic. Lata później poznaje żonę, zostaje naczelnym architektem Płocka. W roku 1967 zostaje zmuszony do emigracji do Paryża, gdyż jego twórczość nie podobała się władzy. 6 lat później w Paryżu umiera.

Stanisław w swojej twórczości opisywał otaczającą go rzeczywistość. „Celina” istniała naprawdę a z „INŻYNIERAMI Z Petrobudowy” codziennie chodził do pracy. Nie pozostaje nam nic innego jak zagłębić się w świat w którym Stanisław Staszewski żył.

1. Słuchaj - to jęknął świat jak chory pies u pana stop
Tak to Celinie, Celinie, Celinie kopia grób.

Pieśń obyczajowa. Akcja piosenki rozwija się w pijackiej knajpie. Imiona osób występujących w piosence nakierowują nas na właściwą akcje i klimat utworu. Mundek, Ziutek i tytułowa Celina. Wszystkie te imiona przywodzą na myśl margines społeczeństwa żyjący dzień w dzień w Stu-Promilowym-Lesie. Cały utwór bogaty jest w przeróżne więzienne wyrażenia, takie jak: koleś, kocioł, kosa, blacharnia. Spod męskich koszul wystają i swiecą po oczach wielkie złote zegarki /sikory złote/. Powojenna Polska obrosła w różnej maści pijaków, chuliganów i prostytutek. Celina kończy tragicznie, ginie z ręki swojego ukochanego. Puentując, drogie Panie uważajcie z kim kręcicie balety!

2. Przez chwilę widział szczęście, w światłach uciekało w mrok,
No powiedz, może znasz piękniejszą śmierć?

Znowu para nie stroniąca od alkoholu i znowu para mocno w sobie zakochana. Główna bohaterka wnosząc po tytule i refrenie panicznie boi się pogrzebów. Na tyle wywołują w niej wstręt, że nie pozwalają rozkwitnąć miłości. /Pogrzebny dzwon, no cóż - nie przyjdzie znów/ - myśli zawiedzony facet. Chłop, jak już wspomniałem pijaczyna, nie przeszkadzało mu to jednak siadać za kierownicą i zabierać w podróże swoją ukochaną. Jednej nocy, rozlatujący się samochód ląduje na drzewie. Zakochana para kończy żywot w samochodzie, który stał się dla nich trumną. Cały utwór zawiera dużo dźwięcznych słów i całych zdań takoż: płaczący las, brzmiał opon śpiew i gadał silnik, w oknach śmiał się wiatr, brzęczą drzwi, rwie sprzęgło, bije dzwon. Przez takie wyrażenia obrazy same pojawiają się w głowie i chyba każdy widzi ten płaczący las nad rozbitym samochodem. Pomimo wszystkich tych słów dla mnie zawsze był to cichy obraz. Koniec, pustka i ciemność. A jednak ostatni refren różni się od wcześniejszych. Dziewczyna wyleczyła się ze swojej fobii, już nie boi się pogrzebów, jej serce już nie drży w niepokoju gdy słyszy pogrzebny dzwon. Miłość ją wyleczyła. Miłość ją zabiła. No powiedz, może znasz piękniejszą śmierć?

3. Byle zagnać do swego bagna, ale wara wam!
Ja ją przecież lepiej znam...

Chyba najbardziej rozpoznawalny refren ze wszystkich utworów Staszewskiego seniora. Zaczerpnięty został z „Dziadów” - Mickiewicza gdzie Guślarz wypowiada praktycznie identyczne słowa. Zosia w Dziadach była wszystkim co najlepsze i taki też jest pomysł na refren w „Baranku”. Jest to piosenka ukazująca faceta zakochanego bezgranicznie, nie widzącego żadnych wad swojej ukochanej, który widzi ją niczym perłę pośród gnoju. Nie chce przyjąć do wiadomości żadnych słów płynących z zewnątrz, uznając je za bełkot zazdrosnych paranoików. Kiedy pod koniec utworu bohater już prawie przejrzał na oczy, całość rozbija się po raz kolejny o mur zbudowany z cegiełek miłości i /znów zapadłem w nią jak w toń/. Ta strofa kojarzy mi się jednoznacznie z „A Dame To Kill For” - Franka Millera. She smells like angels ought to smell - pamiętacie?

4. Zły czas, wśród obcych ścian.
Róż już nie przynosi pan.

W „Notorycznej Narzeczonej” Stanisław buduje kolejny obraz miłości. Na początku następuje zawiązanie akcji utworu. Ona znalazła jego. On znalazł ją. Zakochana para nad ranem w domu. Blask księżyca wdziera się przez okno, część zatrzymuje się na ćmach które rzucają romantyczne cienie na ściany domu. Jednak wszystko jest tam tylko pozornie doskonale. Kobieta wydaje się już nie wierzyć w instytucje małżeństwa, i nie wyprawia kolejnego ślubu. Wieczorami nasza Notoryczna Narzeczona wróży z kart, i chociaż zawsze ma najlepsze nadzieje to zawsze karty odsłaniają waleta trefl, AKA dupek żołędny, vulgo oferma i niedorajda. Szybko okazuje się, że karty i tym razem nie kłamały mężczyzna okazuje się chłoptasiem który sprawia jej ból i budzi w niej wstręt. Jest załamana. Została wychowana przez babunie na rozsądną kobietę, szuka więc mężczyzny z którym mogła by założyć rodzinę. I wydaję się, że im mocniej szuka tym gorzej znajduje. Nie umie przezwyciężyć tego fatum i w ostatniej zwrotce jest już pogodzona ze swoim losem. /Pijąc śmieje się do łez/. Smutne.

5. Gablota mota na opony wstęgę szos (…)
Królowa życia i boss.

Każdy jest królem swojego życia. Utwór opowiada o ideałach, które rządzą naszym jestestwem. Wspomina też o marzeniach pryskających jak bańki mydlane. Pierwsza zwrotka jest podobna do pierwszego etapu życia, kiedy młody człowiek codziennie doświadcza nowych doznań. Cieszy się kiedy świeci słońce, życie spędza na zabawach, na żaglach na jeziorach. Zimą zabawa na śniegu, latem zabawa w wodzie. A gdy humor nie będzie dopisywał to zawsze można obalić taniego winiacza. Życie marzeniami i wiara, że to JA steruję własnym byciem. Codziennie wyruszam na wyprawę żeby zmieniać świat na lepsze. Zwrotka numer jeden - Królewny i królowie życia. Życie płynie dalej i zmusza nas do podejmowania kolejnych decyzji. Czasem słusznych, czasem błędnych. Gdy te błędne podcinają skrzydła nasze królewskie małżeństwo zdaje się nie wiedzieć jakie decyzje podjąć żeby znów było im dobrze. Zagubieni przestają rządzić a zaczynają podłapywać wzory innych ludzi. /Jak rajdy bilardowych kul/. Kolejne ciężkie decyzje, ślub /dla higieny/, niepewne podejmowanie decyzji. Jedyną sensowną radą dla Królewny jaką potrafi wymyślić Król jest - /po prostu we mnie się wtul/. Zwrotka numer dwa - Królewna jest królewna, król jest trupem. Para wychodzi ze swoich kłopotów obronna ręką. BA! Odbijają się od dna, wygrywają pieniądze jakimś przypadkiem i mogą szastać pieniędzmi na lewo i prawo. Idealizm z lat młodzieńczych zastępują materializmem wieku średniego. Bogate auto, skórzane kurtki, pną się po szczeblach kariery, znajdują stabilizacje - plecy i układy gwarantują im utrzymanie pozycji i statutu społecznego. Pełna kultura. Akt trzeci - Królowa i szef. Życie płynie dalej. /Co raz mniej jawy/ i złudzeń, /co raz więcej alkoholi/. Nie jest to już jednak tanie wino a drogi whiskacz. Tyle rzeczy się zmieniło w ich życiu a alkohol, nieważne jaki, służy im wciąż do walki z depresją. Kiedyś wino było dla nich pojedynczym mostem którym uciekali przed życiem. Dziś alkohol rankiem i wieczorem. /Pod czaszką kac zgrzyta. Wszystko załatwi ten ból/. Zepchnięci w smutek i samotność. Rozdział ostatni - Królowa życia i król. Rola króla w tej piosence-przedstawieniu jest poprowadzona w ciekawy. Cały czas zmienia maski, robi wszystko żeby nie wypaść z roli króla i robi to tylko po to by królowa mogła być królową. Co kryjesz pod maską Królu?

6. Więc wykonajmy plan narodowy,
Inżynierowie z Petrobudowy.

Niewesoła piosenka utrzymana w wesołych tonach. Jak wspominałem we wstępie nasz bard pracował na petrobudowie, wcielając w życie komunistyczne plany rozbudowy Warszawy. Był więc w samym środku poronionych sytuacji co zręcznie opisał w utworze „Inżynierowie z petrobudowy”. Staszewski burzy utopijny obraz socjalistycznego państwa. Osoba odpowiedzialna za budowę miasta posługuje się językiem który kojarzy nam się bardziej z zadymą w knajpie, niż uniwersyteckim wykształceniem. Inżynierowie cieszą się, że jest PKS. Cieszą się kiedy poznają kobietę z umytymi nogami - luksus! Czyste nogi dam to dla nich tylko miły dodatek, liczy się dla nich tylko czysta w nieczystych kieliszkach wznoszona do licznych toastów. Kultura ich nie obchodzi, mistrzowie mogą zdzierać płuca i łamać nogi na deskach teatrów dla nich ważny jest tylko alkohol. Sen o silnej klasie robotniczej prysł.

7. Kiedyś tak jasno a dziś tak ciemno
Wroga, nie widzę wroga przede mną

Po zakończeniu wojny Polscy żołnierze walczący wcześniej o wolność zostają uznani za zdrajców i bandytów przez nową czerwoną władzę. Zmuszeni więc zostają do emigracji i ukrywania się. Żeby opisać ich stan Tata Kazika umiejscowił ich w knajpie morderców. /Kiedyś rycerze, dziś bezrobotni/ - polscy powstańcy, bo prawdopodobnie o nich jest ta piosenka, zmuszeni zostali do ukrywania się przed władzą za granicą państwa o które za młodu walczyli. Polscy żołnierze nie potrafią odnaleźć się w sytuacji w której siedzą bezczynnie z założonymi rękami, kiedy wróg dzieli stołki w wywalczonej ojczyźnie. Są przedstawieni jako mordercy co samo w sobie ma wydźwięk pejoratywny. W ciemnej knajpie widać tylko błysk czerwonych ślepi przekrwionych z rządzy zemsty. I choć piosenka o tym milczy to jestem pewien, że każdy kto wchodził do knajpy morderców słyszał wilcze warczenie. W tle przygrywa smętna pieśń, a mordercy snują opowieści o zaległych czasach kiedy to trzymając palec na spuście od parabelki mogli decydować o otaczającej ich rzeczywistości. /Może nareszcie któregoś ranka, Znowu się zacznie wielka kocanka/. Ciągnie wilka do lasu. Nie mogą odpędzić od siebie gorących jeszcze wspomnień a fakt, że siedzą teraz za barem wycierając szkło lub siedzą po drugiej jego stronie i szkło opróżniają udręczenie tylko potęguje. I tak dzień za dniem w coraz to większą rozpacz. Utwór pokazuje jaki wpływ na człowieka miała wojna. Mordercy są psychicznie rozstrojeni i wyprani z uczuć. /Kula jak srebrna żmija wyskoczy, W lustrze nad kranem zagasną oczy, Ciała morderców skry potu zroszą, Gdy milcząc ciało za drzwi wynoszą/. Zakończenie iście dekadenckie. Nie dość, że jeden z żołnierzy popełnia w kiblu samobójstwo, to reszta jego braci bez żadnych emocji wynosi ciało na zewnątrz. Prawdopodobnie wracają do knajpy z opuszczonymi głowami, pogodzeni ze swoim losem, licząc sekundy, minuty, godziny do momentu kiedy wybije godzina ich śmierci. /Gdy bije północ/.

8. W czarnej urnie moich wszystkich czarnych lat
Czarna błyskawica spala czarny kwiat.

Ten obraz malowany jest czarną farbą. Pędzel trzymany jest przez pesymistę, zdesperowanego smutasa który uważa, że przegrał życie. Czasami w obrazie pojawiają się złote barwy, służą głównie do opisania ukochanej podmiotu lirycznego. Świadczy to o tym, że kobieta była dla niego wszystkim. Jest też gdzieniegdzie kolor czerwony, jest on jednak niewidoczny dla naszych oczu. Czerwoną barwą opisywana jest krew wypływająca ze złamanych serc, czerwone od krwi są topory którymi walczą ze sobą kochankowie. Krwistość emocji staje w kontraście do mroźnych (błękitnych?) dłoni w których krew przestała krążyć w rytmie serca. Zdaniem które najlepiej oddaje sens piosenki jest: /A dom pusty jak pałacyk Mayerling/. W regionie Mayerling istniał samotny pałacyk myśliwski, odcięty od świata, w którym żyli arcyksiążę Rudolf i baronówna Maria Vestera. Pewnego dnia w pałacyku rozległy się strzały a dnia następnego odnaleziono tam zwłoki ukochanej pary. Historia nie została nigdy jednoznacznie rozszyfrowana, niektórzy utrzymują, że obydwoje popełnili samobójstwo. Inni twierdzą, że książę cierpiał na ataki psychiczne i zamordował najpierw ukochaną a później siebie. Jest nawet teoria, że księcia zabił kuzyn butelką od szampana. Pałacyk stał się jeszcze bardziej samotny i opuszczony.

9. Wszak dziecko spleen dławi, niech trochę się zabawi
Niech pofika, Nike barykad

Marianne można by opisać używając tylko dwóch linijek z całego pokaźnego tekstu. Rewolucja potraktowana jako zabawa. Prawdopodobnie często dochodziło do sytuacji, w którj dzieciaki biorąc udział w powstaniach nie zdawały sobie sprawy z powagi sytuacji. Marianna jest symbolem republiki francuskiej. Ze względu na to, że Stanisław Staszewski spędził na wygnaniu we Francji ładnych parę lat, utwór odnosi się najpewniej do ichniejszych dziejów. Piosenka utrzymana jest w ironicznym tonie tak słowem jak nutą. Kto brał udział w paryskich powstaniach? Stanisław uważa, że były to zamożne dzieciaki, które zrobiły to dla rozrywki. /U Marianny orzechy z miodem, U Marianny szampan pod lodem(…), Chłopców judzi, ale się nudzi/. W utworze występuje również „Ciotka Idalia”. Imię łączy się z grecką bogini miłości - Afrodytą. Ciotka tak miłuje swoje dziecię, że czuwa nad jej poprawnym przygotowaniem do rewolucji. Tak intelektualnym jak i fizycznym. Gęsto więc pojawiają się nazwiska komunistycznych liderów takie jak Mao, Che Gewara, Azef (Jewno?), dzieła bliżej nie sprecyzowanego popa. /A ciotka Idalia miesza cykutę, Zdejmuje ze ściany włócznie zatrute/. Ciocia, przesyła zatrute włócznie do walki na barykadach. Ostatni fragment piosenki podsumowuję, że całe zajście było tylko wybrykiem wypranym z górnolotnych ideologii. /Co wynika z ognia barykad, (…) Słońca migotanie, za nami świat zostanie/.

10. O kurwy wędrowniczki
O prosty, jasny, piękny styl

Mocna pozycja. Piosenka w której stworzone zostają dwa światy które są przeciwieństwami i które zderzają się w połowie utworu. Pierwszy z nich utworzony na samym początku jest wyidealizowaniem, w którym panie lekkich obyczajów, żyjące jak pączki w maśle, jeżdżą po świecie i na lotniskach szukają panów z portfelami wypchanymi mamoną. Śmieją się życiu w twarz. /Bo któż zabijałby i kradł, Gdy starczy uśmiech, wdzięk i szyk, i trochę szmat./ . W drugim świecie Tata Kazika pokazuje w jakie miejsce może zaprowadzić nas dzika rozwiązłość, poszukiwanie nowych dróg w życiu, wrażeń i zasad. Zdanie wprowadzające to: /O Charles Mansonie pójdź splećmy dłonie, Z Lindą Casapion splećmy krąg./ . Charles Manson przywódca sekty religijnej „Rodzina”, syn prostytutki, za jego namową „Rodzina” zamordowała żonę Romana Polańskiego - Sharon Tate. Kim była Linda Casapion? Amerykanka, po rozwodzie rodziców jeździła po USA od jednej hippisowskiej komuny do następnej. Jeździła „ w poszukiwaniu Boga”. Czy Boga znalazła - nie wiadomo. Natomiast w jednej z komun znalazła Charlsa Mansona. Linda znalazła się tu w kontraście do prostytutek z pierwszej części. Wszak podążała tą samą drogą co one, nowe zasady, droga do szczęścia, narkotyki i kurestwo. Świat bogaty w kolory, widziany znarkotyzowanymi oczami - przez najdroższe okulary na świecie, tak jak wielu osobom wcześniej świat ten rozsypał się w rękach w /popioły, zgliszcza, pył i gruz/.

11. Patrz płynie kolorowych świateł nad Sekwaną sznur
W dolinie grzmi Paryża nocny śpiew jak świerszczy chór

Kolejny utwór z kategorii emigracyjnych, rozprawiający o mentalności Polaków na paryskich przedmieściach. Nasz rodak wydaje się wieść smutne życie, czuje się wyobcowany ze społeczności, w której dane mu było żyć po opuszczeniu polskich ziem. W robocie którą wykonuje czuję się obrzydliwie. Czuje, że jego życie jest bezcelowe, /pełza/ od rana do wieczora jak robak byle dopełznąć do wieczora. Noc wraz z gwiazdami rozpostartymi nad paryskimi dachami niesie w sobie obietnice poprawy stanu rzeczy jednak Polak nie potrafi z niej skorzystać. Wszystko kuje go w oczy. Imprezy w chambre de bone (najtańsze paryskie hotele) w których mężczyźni przebrani za lordów wyglądają jak klauni. Piękne kobiety natomiast wirują w tańcu ubrane w sukienki z pchlego targu (marche au puces). Nasz bohater zakochuje się w jednej z nich ale kobieta nie zauważa jego zalotów, rozchylając jednocześnie nogi przed całym światem. Bohater liryczny oczywiście jak na dumnego Polaka przystało nie widzi najmniejszej winy po stronie swojej wyidealizowanej księżniczki a całą winę obarcza francuskich żigolaków na których wyładowuje swoją wściekłość. /Któż umie tak jak Polak mówiąc milczeć, milcząc pić, Tak szumieć, tak o słowo jedno zaraz w mordę bić/. Czuje się od nich lepszy. /Ja mam swój cios on tylko sklep,(…) A mój jest przecież cały świat/. Koniec końców przestaje się starać i topi smutki w butelce wódki.

I tylko blask księżyca.

Inne teksty tego autora: