Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Przegląd muzyczny 03.2013

Napisane przez: Redakcja , Rodzaj: Przegląd , Dodane: 2013-04-01

The Patient

Cult of Luna – Vertikal

01. The One (2:19)
02. I: The Weapon (9:40)
03. Vicarious Redemption (19:25)
04. The Sweep (3:14)
05. Synchronicity (7:26)
06. Mute Departure (8:40)
07. Disharmonia (0:45)
08. In Awe Of (10:14)
09. Passing Through (6:13)

Nowe wydawnictwo Cult of luna różni się dość mocno od poprzednich dokonań zespołu. Płyta jest bardziej klimatyczna. Vicarious redemption zaczyna się klimatem przypominającym Lustmord, co nie jest zarzutem, raczej na plus. Wydawnictwo ciekawe, zaskakujące momentami, lecz czegoś mi na „Vertikal” brakuje.

 

Votum - Harvest Moon

1. Vicious Circle 8:13
2. Cobwebs 5:01
3. First Felt Pain 6:52
4. New Made Man 5:27
5. Numb 5:01
6. Ember Night 6:58
7. Bruises 7:43
8. Steps In The Gloom 7:51
9. Dead Ringer 6:51
10. Coda 6:36
11. Numb(Reprise) 2:34

I niech mi ktoś powie że w naszym kraju nie ma zespołów grających porządną, bardzo różnorodną muzykę! Jeśli ktoś tak sądzi to szybko niech się zapozna z nowym wydawnictwem zespołu Votum. Panowie wydali nie dawno album „Harvest Moon” . Na tej płycie jest wszystko co kochają fani muzyki technicznej, znajdzie się też sporo dla fanów klimatycznego grania, jest też sporo ostrej jazdy bez trzymanki. Album roku? Na chwilę obecną zdecydowanie tak.

 

Steven Wilson - The Raven That Refused To Sing

1. Luminol (12.10)
2. Drive Home (7.37)
3. The Holy Drinker (10.13)
4. The Pin Drop (5.03)
5. The Watchmaker (11.43)
6. The Raven that Refused to Sing (7.57)

Pan Steven Wilson niech lepiej wróci do nagrywania z Porcupine Tree. Nowe wydawnictwo solowe tego pana nie wnosi nic ciekawego do jego dotychczasowej twórczości. Wyczekiwałem tego albumu, liczyłem że odczepi się od klimatów King Crimson. Klimaty na które najwidoczniej ostatnio ma fazę Steven są zarezerwowane dla jednego zespołu, drugi taki sam nie jest potrzebny. Liczyłem na odważniejsze pomysły oryginalniejsze, a dostałem coś do już było. Okej urzekł mnie tytułowy kawałek, lecz jeden utwór nie uratuje całego albumu.

 

Riverside – Shrine Of New Generation Slaves

1. New Generation Slave (4:17)
2. The Depth Of Self - Delusion (7:39)
3. Celebrity Touch (6:48)
4. We Got Used To Us (4:12)
5. Feel Like Falling (5:19)
6. Deprived (Irretrievably Lost Imagination) (8:26)
7. Escalator Shrine (12:41)
8. Coda (1:39)

Nowe wydawnictwo jest inne od poprzedniego, jest bardziej piosenkowe, co z każdym kolejnym przesłuchaniem nie szokuje jak za pierwszym razem. Jest dużo ciekawych melodii. Słychać momentami inspiracje Pink Floyd czy Deep Purple a nawet przez kilka sekund Tool. Wydawnictwo odważne, gdyż sporo fanów negatywnie zaskoczyło się piosenkowym klimatem płyty. Dla mnie to wciąż Riverside które gra konsekwentnie swoje. Album który pewnie zdobędzie wiele ciepłych jak i negatywnych opinii. Na pewno też w kilku podsumowaniach będzie albumem roku.

 

 

Pipkin

Ensemble Pearl – Ensemble Pear

1. Ghost Parade 5:45
2. Painting on a Corpse 6:52
3. Wray 4:42
4. Island Epiphany 12:45
5. Giant 10:16
6. Sexy Angle 19:50

Po ostatniej płycie Borisa, o przyjemnie brzmiącej nazwie Präparat, nie wiedziałem sam, czego mam oczekiwać. Zespół to nieokiełznany i nieprzewidywalny. Liczyłem, że być może kontynuować będą głośne, (j-)popowe misterium, tylko w bardziej krautrockowej wenie. Tymczasem panowie zaproponowali nam przyzwoity, acz w żadnej mierze nie powalający slowcore, z elementami ciężkiego sludge'u, który nie zadowoli ani fanów ich psychodelicznych, błogich pasaży, ani ostatniej, zdecydowanie lżejszej twórczości. Boris udowodnił jeno, że potrafi grać w dowolnej konwencji muzycznej i nic ponadto. W międzyczasie, jeden z członków zespołu spotkał się z paroma kolegami azjatami po fachu i Stephanem O'Malleyem (Sun o)))) i postanowili nagrać niezobowiązujący, godzinny materiał pod nazwą Ensemble Pearl. Podobnie jak na nowym Borisie jest bardzo leniwo, w tej muzyce nikt się nigdzie nie śpieszy – ważniejszy jest narastający, oczyszczający dron i dopełniające go mroczne, kosmiczne dźwięki. Godne polecenia zdecydowanie są 2 pierwsze utwory i 6 (ostatni) – 20 minutowa kulminacja całej płyty, wyzierający z pustynnych pustkowi, żrący ezoteryczny, lynchowski wręcz dron, z celowo niedbałą perkusją. Niewiele jest płyt, które brzmią, jakby były nagrane podczas jednej sesji, przez co czuć w nich niesamowitą swobodę, a jednocześnie ogromny kunszt muzyczny. Chcecie poczuć się jak samotny rewolwerowiec w post-apokaliptycznym świecie? Ten album jest dla was!

 

The Drones – I See Seaweed

1. I See Seaweed 8:34
2. How to See Through Fog 4:12
3. They'll Kill You 6:05
4. A Moat You Can Stand In 4:22
5. Nine Eyes 7:12
6. The Grey Leader 6:15
7. Laika 6:20
8. Why Write a Letter That You'll Never Send 9:17

Zastanawialiście się kiedyś, jak brzmiałby zespół, który tworzyłby Michael Gira, Nick Cave i Tom Waits? W którym obok wyrafinowanych chórków słyszymy rozfuzzowane gitary, które mimo nieschludnego, rzężącego brzmienia są doskonale przemyślane? The Drones dostarcza pierwszoklaśny wyrób - rozgorączkowanego rocka, który nie boi się przeskoczyć z garażowego panczura (A moat you can stand in) na ładniutką, naiwną wręcz balladkę z Cave'owskim fortepianem (How to see through fog), tylko po to by potem pojawił się Robert Fripp z Power to Believe (końcówka Nine Eyes) i radziecka Łajka odpływająca na orbitę, przy dźwiękach skrzypiec. A dziouszki we wspomnianym już Nine Eyes? Usta stu Homerów tego nie oddadzą.

 

Justin Velor – 2013

1. 2013
2. Galliano Rocks feat. Jez Williams
3. Relance
4. Energiser
5. Climbing The Mountain
6. Flameout
7. Listen To the Sound feat. Marie Chantecaille
8. Oscillations
9. The Rain
10. Missing You feat. Gerry Love 11. Escape To Oblivion
12. Manchester
13. Back To The Source feat. Leee John

Zaczyna się niewinnie. Przychodzisz na dyskotekę i przyglądasz się parkietowi. Taki stan oczekiwania nie trwa długo. Dj zapuszcza drugi utwór. Ciężki basior i 90sowy rave wyrzuca wąsatego słuchacza na deski, niezależnie od tego czy ma na sobie ogrodniczki czy rozciągniętą bluzę. Pigułki działają, a to się liczy, "ważna jest zabawa, a nie jak wyglądasz", mówią znawcy. Potem chwila wytchnienia, syntetyczny house, trochę francuski. Ładne dziewczyny oddają się w tolaecie sławiąc Bachusa i wciągając białe proszki dla większego apetytu. Zaczyna się kwaśno, niektórym robi się niedobrze – ale nikt się nie poddaje – bo jest jeszcze trochę towaru, który musi być spożytkowany. Energiser. Rave musi trwać, szubne słowa Scootera. Setka ciał obija się w bliżej nieokreślonych wygibasach i przysiadach. Tutaj dla wielu impreza się kończy. Stan ekstazy, szczyty osiągnięte. Czas cofa się jakby o dekadę, do dni niewinnej młodości, tanich filmów science-fiction i gier video. Zupełnie bez powodu przypominasz sobie głos ojca "Weź tego słuchaj, dzieciak" i jego ulubione folkowe piosenki. W tym samym momencie na scenie garstka nielicznych wije się jak węgorz, surowe oscylacje Silver Apples wprawiają podłogę w stan chorobliwego drżenia. Zupełnie tracisz orientację i pogrążasz się w quasi-drzemce, docierają do ciebie jedynie bliżej nieokreślone, utopijne dźwięki ostatnich wakacji w górach, gdy przemoknięty do cna obserwowałeś kosmos. Zaczynasz się przebudzać. Rave jakby przycichł, pary tańczą w duetach. Gdzie ja jestem? To tylko chwilowa iluminacja, bo po minucie znowu zaczynasz przymykać oczy. Nie wiesz czy to ty spadasz, czy cała sala ucieka w zapomnienie. Znowu folkowe piosenki staruszka, co on widział w tych fletach? Pora wstać i obronić resztki honoru rejvera. To rozumiem, wracamy do źródeł! 2 dziewczyny ciągną ciebie do basenu, nawet nie zauważasz jak razem z nimi pływasz w nim zupełnie nagi. Jedna z nich podaje ci na języku kolejną tabletkę. 10 lat później twoja paroletnia córka pyta się Ciebie o rok 2013, zamiast udzielić jej odpowiedzi tylko lekko się uśmiechasz.

Inne teksty tego autora: