Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

25 największych filmowych morderców (cz. 3)

Napisane przez: Pipkin , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2013-01-28
11. Mega Pirania (Mega Pirania, 2010)

Najlepszy film w historii studia Asylum (jako jedyni odrzucili propozycję sprzedania się Disneyowi, mimo że proponowano im 5 miliardów dolarów, tym samym zdementowali plotki, jakoby drugą część Shark Tornado miał robić Disney). Nasz zabójca – wygląda on zupełnie tak, jak wyobrażamy go sobie po przeczytaniu jego nazwania - to po prostu mega wielka, mega szybka i mega bystra pirania. I to nie jedna pirania, ale z tysiąc piranii. Mega głodnych. Planują one spustoszyć cały wszechświat, skaczą na 200 metrów i połykają helikoptery, niszczą tamy i naturalne bobrowiska, rzucają się nawet na ludzi, przy czym oni często potrafią sobie z nimi poradzić przy pomocy własnych kończyn. Tutaj muszę wstawić małą anegdotkę, która usprawiedliwi trochę – wydawać by się mogło – głupotę twórców scenariusza. Miałem kiedyś podobną przygodę, gdy wypoczywałem nad nerwowymi rzekami Amazoni. Wygodnie w kapeluszu popijałem swojego kokosa i niespodziewane z rzeki wyskoczyła na mnie pirania. Wówczas podobnie jak bohater MP wykopałem ją z impetem z powrotem do wody. Piękne to były czasy.

10. Zabójcza ryjówka (Killer Shrews, 1959)

Tego nie mogło zabraknąć na tej liście. Jako, że ostatnią pozycję zakończyłem anegdotką, tę pozycję anegdotką zacznę. Miałem psa. Nazwałem go Bruner i bardzo lubiłem rzucać mu piłkę. Psina miała już parę lat, ale ciągle była żywiołowa jak szczeniak. Pewnego razu, gdy zwiedzaliśmy zakamarki naszej działki zostaliśmy zaatakowani przez kunę leśną. Zakończył się czas swawoli i koniecznym było odnalezienie panaceum na zaistniały problem. Kuna nie bała się Brunera, ani mnie. Zawsze gdy wracaliśmy na działkę, pozwalała sobie na coraz więcej. Po paru tygodniach przestaliśmy tam w ogóle przychodzić z obawy, że rozgniewamy kunę. W końcu zaczęła przyłazić do mojego domu i musiałem chować się w łazience. Lecz to nie koniec! I tam nie odnalazłem ukojenia, bo kuna natarczywie zajmowała wszystkie moje pokoje, rozrastała się na całe mieszkanie niczym Amadeusz w sztuce Ionesco. Udaliśmy się z psem do specjalisty, który powiedział, że jedyną szansą na wygranie tej potyczki z kuną jest postraszenie ją zabójczą ryjówką. Po dłuższym namyśle ubrałem swojego psa w kostium zabójczej ryjówki i wybraliśmy się walczyć z kuną. Ku mojemu zdziwieniu to nie podziałało. Kuna zjadła mojego psa. Tak bardzo płakałem.

9. Kosmiczny Zombie (The Astro-Zombies, 1969)

Jeden z paru filmów w których zagrała Tura Satana. Więc fanatycy kobiecych piersi – kto nie widział ten niech zobaczy i dozna objawienia. Jak opanować świat? - Stworzyć armię? Zbudować bombę atomową? Rozpylić trujące gazy? Obrzucić gorącymi tostami wszystkich handlarzy bielizną i domagać się kapitulacji?... wróć, to akurat nie działa (próbowałem i udało mi się wyłudzić jedynie nową parę gadżeciarskich majtek, które zmieniają się w statek Nostromo po zgaszeniu światła). Twórcy Astro-Zombies dochodzą do podobnych wniosków co Ed Wood w Planie 9 z kosmosu. Należy stworzyć 1-osobową hordę, która składa się z 1 kosmicznego zombiaka. Recepta na takiego potwora: spodnie sztruksowe brązowe, marynarka – pardon - sraczkowata (zamiennie można użyć dwuczęściowego kostiumu z filcu) i zombie z innej planety (przynajmniej tak mówią moje źródła, ale to może być kłamstwo). Tym razem mi się uda, brakuje mi tylko filcowych spodni!

8. X-mas pack (Santo y Blue Demon controlos monstruos, 1970)

W przypadku tego filmu trudno mówić o jednym potworze. Santo to legendarny meksykański zapaśnik, który przez całe swoje życie nie zdjął charakterystycznej srebrnej maski. Legenda głosi, że został nawet w niej pochowany. Mimo licznych sukcesów na arenie nakręcił i występował w ponad 30 filmach, gdzie przychodziło mu walczyć z różnymi potworami – nieraz również na arenie. Z kim walczył, a raczej z kim nie walczył Santo? Przyszło mu stawić czoła całej paczce potworów Universal, kosmitom, szalonym naukowcom , mumiom, figurom woskowym, wielkim ptaszyskom, ale i mafii czy czarnej magii. W Santo y Blue Demon contro los monstruos mamy niesamowity miks tego wszystkiego. Najpierw, szalony naukowiec umiera, ale jego przybocznik – odstręczający garbaty karzeł ożywia go i tworzy zombie. Potem owe zombie naukowca ożywia mumie, wampira, wampirzyce, cyklopa, wilkołaka a także tworzy klona Blue Demona – najlepszego kolegi Santo na ringu i w życiu. Prócz tego złym pomaga jeszcze człowiek-grzanka, do dziś nie mogę rozgryźć co to do diaska było. Zdecydowanie film godny polecenia!

7. Mutant (Blood Freak, 1972)

"Towarzyszył mu strach i zasłona nocy, narkotyczny tembr zduszonego głosu wymazany we krwi i odziany w kocyk nie poddał się, nie akceptował losu"

Wietnam był piekłem, nikt temu nie może zaprzeczyć. Ale czyż codziennie tysiące indyków nie przeżywa w hodowlach drobiu swojego Wietnamu? Główny bohater przeżył Wietnam i nie wie co począć ze swoim życiem. Zaczyna więc palić marijuanę i uzależnia się od niej do tego stopnia, że jak nie wypali jednego jointa dziennie, dostaje drgawek i ma omamy (pierwszy taki przypadek w historii!). Znajduje sobie nawet kobietę i pracę. Jest on testerem indyczego mięsa. No i coś się stało, że naukowcy dodali do indyka za dużo sterydów i naturalnie bohaterowi urosła indycza głowa w miejsce jego własnej (a co myślałeś, że się źle poczuje czy coś?!). I nie byłoby jeszcze w tym nic dziwnego, jakby po prostu mordował spasione, kapitalistyczne świnie (największy wróg indyczego półświatka), ale on morduje ćpunów i pije ich krew. Jest to więc pewnego rodzaju film owampirzym człowieko-indyku, cierpiącym na traumę Wietnamu, uzależnionym od narkotyków! Kropką nad i są wstawki z reżyserem, który przy papierosie opowiada to co się dzieje na ekranie (raz się zakrztusił i kaszlał przez dobrą minutę, nikt tego nie wyciął) średnio co 15 minut trwania filmu, bez tego na pewno bym nie zrozumiał o co chodzi!

6. Liszka (Lewd Lizard, 1979)

Jak nauczał wielki Marquise de Sade, liszkę można wsunąć. Pierro Aretino również z lubością opowiadał, że liszka winna znaleźć schronienie w kobiecym łonie. Słowa te chyba nieco zbyt dosłownie potraktował bohater nietuzinkowego filmu z Hongkongu. Jest nieudacznikiem, outsiderem, podczas nieobecności jego wybranka wyszła za mąż za innego. Zrozpaczony chce popełnić samobójstwo, ale w ostatniej chwili – stojąc nad brzegiem morza – zauważa niewielką liszkę i jasnym dla niego się stało, że coś z tym trzeba zrobić. Facet pozbierał różniaste trujące insekty i zaaplikował truciznę swoim liszkom. Te stały się zaś maszyną zemsty i niewyobrażalnej rozkoszy. Tak, kto by pomyślał, że trujące liszki same będą wskakiwać kobiecie między nogi i wiercić tam, aż do jej śmierci z nieustannego szczytowania!

5. Wadzilla (Chillerama, 2011)

Dobra, ten film składa się jakby z 4 nowelek i każda z nich ma kuszącego mordercę: Żydo-frankensteina stworzonego przez Hitlera, zombie i gej-wilkołaki. Skupię się jednak na swoim ulubionym mordercy z pierwszej historii - WADZILLI. Czym jest Wadzilla i dlaczego zasługuje na miano najlepszego mordercy? Zacznijmy od początku. Jeden pan ma problemy z ptakiem - wytwarza za mało nasienia (whatever, serio interesuje ciebie knaga jakiegoś faceta? Lecz się człowieku). Doktor daje mu eksperymentalne pigułki (cudowny klimat lat 60, fantastycznie postarzone zdjęcia!), mające zwiększyć jego płodność. Zamiast zwiększyć płodność, zwiększyły jego NASIENIE. Facet 'wypluwa' z naganiacza wielkości orzecha plemnik, który w zastraszająco szybkim tempie rozrasta się do wielkości bloku mieszkalnego. Jak uratować świat przed takim zagrożeniem? Wadzilla żre wszystko pozostawiając za sobą białe ślady (dla mniej kumatych podpowiem, że nie jest to śnieg). Naukowcy wpadają na pomysł, że na takie nasienie jest tylko jedna siła, że stawić czoła takiemu wyzwaniu może tylko jedna kobieta - STATUA WOLNOŚĆI. Prowadzą plemnik wprost do niej, który uradowany wybucha 'rozrzucając się we wszystkich kierunkach'. Bohaterowie - ojciec potwora i jego zapoznana dziewka pokryci cali ejakulatem, szczęśliwi z powodu zażegnania niebezpieczeństwa dla całego świata i samej znajomości - gorąco się całują. Natężenie romantyzmu tej sceny mocno mną wstrząsnęło.

4. Ricky (Story of Ricky Oh, 1991)

O tym nie da się pisać. Próbowałem. Po prostu zobaczcie. Zamiast tego wklejam najdłuższe słowo świata:

acetylseryltyrosylserylisoleucylthreophenylalanylvalylphenylalanylleucylseraspartylprolylisoleucylglutamylleu -
reonylserylserylleucylglycylasparagiglutaminylthreonylglutaminylglutaminylglutaminylvalylglutaminylglutam -
yptophyllysylprolylphenylalanylprolyarginylphenylalanylprolylglycylaspartyarginyltyrosylasparaginylalanylval -
reonylalanylleucylleucylglycylthreonarginysparaginylarginylisoleucylisolasparaginylglutaminylglutaminylser -
onylleucylaspartylalanylthreonylaralanylthreonylvalylalanylisoleucylargiasparaginylleucylvalylasparaginylglut -
nylglycylleucyltyrosylasparaginylphenylalanylglutamylserylmethionylserythreonylserylalanylprolylalanylserine.

3. Ginosaji (The Horribly Slow Murderer With the Extremely Inefficient Weapon, 2008)

Nakręcony przez Richarda Gałę w 2008 roku film sporo namieszał w środowisku fanów kina klasy B. Przyznam, że od "Dawn of Evil Millenium", 9 minutowego zwiastunu 18-godzinnego filmu o wampirzej apokalipsie, to chyba najlepszy fake-zwiastun, jaki powstał. ”Horribly Slow...” to trailer 8 godzinnego, niesamowicie epickiego starcia między "regular fellowem", Jackiem Cucchiaio, a prześladującym go Ginisajim– potworem z metalową łyżką. Reżyser obecnie kręci mini-serial z nowymi potyczkami, a już można wziąć udział w interaktywnej grze, gdzie sami wybieramy co ma zrobić Jack, by pokonać potwora. Niezwykle zabawny jest również dodatek "Spoon vs Spoon", który powstał po tym, gdy jeden z użytkowników youtube zaproponował, by bohater zawalczył na łyżki ze swoim prześladowcą. Jak się to skończyło – zobaczcie sami!

2. Człowiek ciasto (Gingerdead Man 1-2-3)

W małej piekarni sprawy potoczyły się źle. Kilka lat temu brutalny morderca zabił bliskich głównej bohaterki. Jakimś cudem jego krew trafiła do rosnącego w piekarniku pączka, przez co z ciastem wyprażyła się osobowość złoczyńcy. Powraca on na ziemski padół jako niewielki, lukrowy pierniczek, który ciągle ciska lepkimi wulgaryzmami i kruszy każdego z dostawców i pracowników piekarni jednego za drugim. W części drugiej reżyser poruszył tematykę mistyczną, biblijną. Pojawiają się inne ciastkowe potwory i przybijają one do krzyża najważniejszego bohatera wszystkich 3 części. Natomiast w ostatniej dawce ciastkowego potwora mamy remake Milczenia owiec z Gingerdead Manem w roli Anthonego Hopkinsa! Żeby go pokonać ludzie muszą go pożreć! I popić mlekiem, jak nakazuje tradycja.

1. MORDERCZY INDYK (Thankskilling 1 i 3)

66 minut czystej rozwałki, która zgwałciła moje oczy i rozum. Gadający morderczy indor, który w 405 święto dziękczynienia - zgodnie z legendą - powraca by zabijać wszystkich białasów. Ma on jednak zasady i szacunek ludzi ulicy. Bowiem liczy się mieszkanie - indor ma swoje tipi (stworzył je przemocarny indiański szaman) w którym robi sobie wegetariańskie sałatki. W międzyczasie zakłada okulary i doklejany nos z wąsami, by zakamuflować swoją indyczość. Policjant wkurza go głupią gadką i indor nie wytrzymuje. Zdziera z niego twarz i zakłada na siebie. Gdy przyjeżdża córka gościa - widząc indyka z naklejoną twarzą tatusia - krzyczy 'HI DADDY!'. Wkrótce się pokapowała, że coś jest nie tak – zauważyła jego nową fryzurę. Kamuflaż to podstawa. Jest motyw "kolegów" - grubasa inerda. Indor zabija grubasa (gumowy potwór zmienia się w upieczonego indyka komputerowego i w ten sposób trafia do brzucha tego zioma) i wychodzi jak alien, mówiąc 'GOBBLE GOBBLE MOTHERFUCKER'. Gdy ciało znajduje nerd, płacze - pojawia się oniryczna scena rodem z Nekromantika - biega razem z grubym po łące, wymieniają się lodami itp. przy jakiejś balladce 'Bestass friends'. Dla indyka ważny jest również transport. Łapie busa, ale niespodziewanie kierowca patrząc na naszego ptaszka mówi do niego – "To właśnie nazywam ciasną dupką". Turkey tak łatwo się nie dał i rozwalił go zshotgunaniczym szef. Ważne są i przyjemności ciała. Podczas gwałtu na pustej dziewce, która jest przekonana, że jej zadkiem zajmuje się jakiś gaszek, zorientowała się po chwili, że to nasz ukochany indyczek. Bohater nasz odpowiada suce: You just got stuffed! Rzeczą, którą cenią ptaki jest też zaskoczenie. Na imprezce ojca mięśniaka (jednego z bohaterów) wyskakuje zupełnie jak filip z konopi i ucina całej rodzinie głowy, kradnie cygaro i dziko się śmieje paląc je. Twórcy przeskoczyli z drugiej części od razu na trzecią (pierwszy film, który pominął swój sequel). Jednak część trzecia to chyba najcięższy kaliber. Film, na temat którego można by napisać pracę doktorancką...

Inne teksty tego autora: